Za Jezusem na Drodze Krzyżowej – Józef Augustyn SJ


Motto:

“Im bardziej bezinteresowny jest dar, tym okrutniejsze będą prześladowania i straszliwsze cierpienia.”

(Paweł Florenski, rozstrzelany w 1937 roku w łagrze sowieckim na Wyspach Sołowieckich)

Z Księgi Proroka Izajasza:
Nie miał On wdzięku ani też blasku, aby na Niego popatrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał. Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, Mąż boleści, oswojony z cierpieniem, jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa, wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic. Lecz On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści, a myśmy Go za skazańca uznali, chłostanego przez Boga i zdeptanego. […] Wszyscyśmy pobłądzili jak owce, każdy z nas się obrócił ku własnej drodze, a Pan zwalił na Niego winy nas wszystkich. Dręczono Go, lecz sam się dał gnębić, nawet nie otworzył ust swoich. Jak baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec strzygących ją, tak On nie otworzył ust swoich. Po udręce i sądzie został usunięty; a kto się przejmuje Jego losem? […] Grób Mu wyznaczono między bezbożnymi, i w śmierci swej był [na równi] z bogaczem, chociaż nikomu nie wyrządził krzywdy i w Jego ustach kłamstwo nie postało. Spodobało się Panu zmiażdżyć Go cierpieniem. Jeśli On wyda swe życie na ofiarę za grzechy, ujrzy potomstwo, dni swe przedłuży, a wola Pańska spełni się przez Niego (Iz 53, 2-10).

Rozważanie wstępne
(wersja krótsza*)
Panie Jezu Chryste, Twoja droga krzyżowa jest trudem, zmaganiem, walką, podjętą z miłości do Ojca i do nas, Twoich umiłowanych braci i sióstr.
Rozpocząłeś ją w Betlejem, rodząc się w stajni, gdyż nie było miejsca dla Ciebie. Urodziłeś się „poza murami” Betlejem i umierasz, poza murami Jeruzalem.
Chcemy iść po drodze krzyżowej Twoimi śladami, kontemplując nie tylko Twoje odrzucenie przez ludzi, zmaganie i ból, ale nade wszystko Twoją miłość do Ojca i do nas. Przyjąłeś nasz ludzki los. Byłeś do nas podobny we wszystkim, oprócz grzechu. Grzech to nasza niewierność i bunt wobec Ciebie.

* Wersja dłuższa w osobnym pliku.


Poprzez modlitwę drogi krzyżowej pragniemy poznać nasze grzechy i
wyznać je przed Tobą i przed Kościołem. Twoja męka krzyżowa jest odbiciem
naszych grzechów. Nasze uparte trwanie w grzechu czyni nas ślepymi i
niewrażliwymi na prawdę o nas samych i na Twoją Boską miłość.
Często bowiem wyrzekamy się jedynie grzesznych czynów, ale na dnie
duszy zostawiamy sobie przywiązanie do grzechu, która rozpala – ciągle na
nowo – naszą pożądliwość.

Niech modlitwa Drogi Krzyżowej stanie się dla nas źródłem odwagi i
szczerości, które pozwolą nam odkłamać nasze zakłamanie duszy. Jego istota
wyraża się w tym, że w naszych modlitwach wyrażamy miłość do Ciebie, Panie
Jezu, zachowując jednocześnie w naszych duszach przywiązanie do grzechu.
W naszym zakłamaniu chcemy służyć Bogu i mamonie; oddawać chwałę
Panu i sobie; służyć bliźnim i wykorzystywać ich dla własnych celów; żyć w
czystości i hołdować zmysłowości; żyć w ubóstwie i chciwie oglądać się za
zyskiem. Chcemy wyrzec się owego rozdarcia, podwójnego życia, faryzejskiego
zakłamania. Ono jest źródłem zgorszenia. Ono niszczy Kościół.

Panie Jezu Chryste, naszą drogę krzyżową odprawiamy także jako
wynagrodzenie za grzechy ludzi Kościoła: za niewierności, zdrady i zgorszenia,
którymi raniliśmy Twoje Boskie serce. Szczególnie chcemy błagać Cię o
przebaczenie za najcięższe grzechy: wykorzystywanie seksualne dzieci przez
niektórych z naszych współbraci i współsióstr. Kontemplując Twoją mękę
poznamy lepiej bezgraniczne cierpienie, ból i rozpacz ofiar wykorzystania.
Piętno poniżenia i rozpaczy, którym naznaczył ich dzieciństwo i młodość grzech
wykorzystania, zatruwają ich całe życie dorosłe. Krocząc śladami Twojego
krzyża, chcemy dzielić ich cierpienie i upokorzenie.

Niech Twoja męka pokryje głębokim wstydem nasze serca i nasze twarze,
bo tylko w ten sposób możemy przestać lekceważyć grzechy i banalizować
cierpienie ofiar. Jedne z najsurowszych słów, jakie wypowiedziałeś, Panie Jezu,
odnoszą się do krzywd wyrządzanych dzieciom: „Kto by się stał powodem
grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać
kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze” (Mk 9, 42).

Nasze przewrotne tłumaczenie choćby jednego grzechu wykorzystania
seksualnego dzieci przez ludzi Kościoła jest znakiem zepsucia; znakiem „serca
twardego jak skała, jak dolny kamień młyński” (por. Hi 41, 16). Zrzucanie
odpowiedzialności na innych, a tym bardziej na same dzieci, jest znakiem
przewrotności i pychy, która czyni nas współwinnymi „czynów diabła” (papież
Franciszek).

Niech ta droga krzyżowa będzie rachunkiem sumienia dla nas wszystkich:
duchownych i świeckich, przełożonych i podwładnych. Najcięższe nieprawości
to gorzki owoc długiej drogi grzechu, wkorzenienia się w niego, lekceważenia grzechu, przyzwyczajenia do niego. Występki przeciwko czystości są powiązane
z grzechami zaniedbania życia duchowego, braku modlitwy, zmysłowego
hedonizmu, chciwości na pieniądze, gniewu, pogrążania się w smutku,
oziębłości duchowej, wyniosłości i pychy [por. Ewagriusz z Pontu, O ośmiu
duchach zła].

Do grzechu nadużyć seksualnych wobec dzieci przez księży łatwiej
dochodzi w tych wspólnotach kapłańskich, w których istnieje tolerancja na
każdy inny grzech, a przełożeni są bardziej administratorami niż ojcami
duchowymi i pasterzami pasterzy.

Krycie i usprawiedliwianie nieprawości kapłanów przez ich przełożonych
jest tak samo wielkim grzechem, jak ten, który usiłują ukryć. Ale nigdy nie
ukryją ani cudzego, ani własnego grzechu przed oczami Tego, który „patrzy z
nieba i widzi wszystkich synów człowieczych” (Ps 33, 13). Ludzie podstępni są
Mu jawni, widzi [ich ]zło, bo uważa (Hi 11, 11). Wielka krzywda głośno woła o
pomstę do nieba. Bóg sam upomina się o niewinne dzieci, najmłodszych i
najsłabszych.

Każdy nasz grzech rani Kościół, Twoje mistyczne Ciało, staje się źródłem
zgorszenia. Każdy grzech jest buntem przeciwko Tobie, Panie, i lekceważeniem
łaski powołania do służenia braciom i siostrom. Naszymi grzechami
lekceważymy, Panie Jezu, Twoją zbawczą miłość i misję powierzoną nam przez
Ciebie.

Gdy nie wyznajemy naszych grzechów i nie walczymy z nimi, one
rozrastają się w nas. „Najstraszniejszą karą za grzech jest nowy grzech” (S.
Kierkegaard). Gdy Dawid nie wyznał przed Bogiem cudzołóstwa z Batszebą, ale
usiłował za wszelką cenę ukryć go, wszedł na drogę kłamstwa, pychy i zbrodni.
A Judasz, który nie wyznał grzechu zdrady, popełnił grzech samobójstwa. Pan
powiedział o nim, że lepiej byłoby, gdyby się nie narodził.

Niech modlitwa Drogi Krzyżowej obudzi nasze uśpione oziębłością
sumienia. Chcemy powrócić do naszej „pierwszej miłości”, powierzyć się
ponownie Twojemu Najświętszemu Sercu przebitemu na krzyżu. Chcemy
całkowicie należeć do Ciebie i czynić wszystko z miłości ku Tobie. Chcemy
służyć ofiarnie naszym braciom i siostrom, których nam powierzyłeś w
sakramencie kapłaństwa. Chcemy, by Twoja miłość ku nam i nasza miłość ku
Tobie ożywiała całe nasze życie. To miłość była u początku naszego powołania
kapłańskiego.

Panie Jezu Chryste, nasz ból i upokorzenie z powodu nieprawości naszych
własnych i naszych braci w kapłaństwie powierzamy Twojemu Boskiemu Sercu.
Chcemy go wyrazić nie tylko przez modlitwę, ale także poprzez czyny
miłosierdzia i współczucia wobec wszystkich braci i sióstr, których powierzyłeś
naszej pieczy, szczególnie zaś wobec dzieci, młodzieży i ubogich. Im więcej
grzeszyliśmy, im głębsze były nasze nieprawości, tym więcej dobra chcemy czynić. W ten sposób chcemy świadczyć o Twoim Boskim miłosierdziu. To ono
jedynie może nas uchronić od pogrążania się w nieprawości, bezsensie i
rozpaczy.

Uznaję moją nieprawość, a grzech mój jest zawsze przede mną. Tylko
przeciw Tobie zgrzeszyłem i uczyniłem, co złe jest przed Tobą (Ps 51, 5-6). W
sercu swym przechowuję Twą mowę, by nie grzeszyć przeciw Tobie (Ps 119, 11).

Stacja I
Jezus skazany na śmierć


Panie Jezu, po trzech latach głoszenia Dobrej Nowiny, cudownych
uzdrowień, spotkań, słyszysz z ust wybranego ludu: Precz! Precz! Ukrzyżuj Go.
A gdy namiestnik rzymski, nie bez ironii pyta: Czyż króla waszego mam
ukrzyżować? lud woła w zaślepieniu: Poza Cezarem nie mamy króla.


Prorok Micheasz mówi: Słuchajcie, (…) oto Pan ma spór ze swym ludem i
oskarżać będzie Izraela. Ludu mój, cóżem ci uczynił? Czym ci się uprzykrzyłem?
Odpowiedz Mi! Otom cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli wybawiłem
ciebie. (Mi 6, 2-4).


Naszymi grzesznymi wyborami, które hołdują naszym namiętnościom,
mówimy Ci, Panie Jezu: „Precz! Precz! Już nie ma miejsca dla Ciebie w mojej
duszy, w zamysłach mojego serca”.


Niech kontemplacja Twojej Męki otworzy moje serce, władze duszy mojej:
pamięć, rozum i wolę, bym mógł usłyszeć Twoją skargę pełną bólu. Twoją
Męką, Jezu, mówisz do mnie: „Cóżem ci uczynił? Po tylu deklaracjach miłości,
zobowiązaniach kapłańskich, zakonnych i przy całym Moim zaufaniu, jakie ci
okazałem, mówisz Mi: Precz! Precz?”.


O co Jezus ma żal do nas? Najpierw o to, że nie modlimy się, że modlimy
się mało i niedbale: „Jednej godziny nie mogliście czuwać ze mną?”.
Panie Jezu, przepraszamy Cię, że tak często lekceważyliśmy Twoją miłość,
nasze powołanie, nadużywaliśmy Twojego zaufania, marnowaliśmy czas,
zaniedbywaliśmy codzienne spotkanie z Tobą, bez uwagi sprawowaliśmy
Eucharystię i Sakrament pojednania.


Przepraszamy Cię za brak słuchania Twojego słowa, które przepowiadamy
niedbale, ponieważ nie medytujemy go, nie żyjemy nim i nie prosimy Ducha
Świętego o światło.

Dziękujemy Ci, Panie Jezu, że nie odpłacasz złem za zło, ale przyjmujesz z
poddaniem woli Ojca okrutną kaźń krzyża, by ofiarować siebie Ojcu za nas i
przekonać nas o Twojej bezwarunkowej miłości. Niech kontemplacja Twojej
ofiary odnowi w nas miłość ku Tobie i poświęcenie w służbie braciom i
siostrom.


Stacja II
Jezus bierze krzyż na swoje ramiona


Piłat wydał cię, Panie Jezu, na ukrzyżowanie, a ty przyjąłeś krzyż z
miłością. To okrutna i hańbiąca tortura. Rzymianie skazywali na nią jedynie
wyjętych spod prawa: niewolników i zbrodniarzy. Żołnierze wkładają na Twoje
ramiona krzyż i przynaglają, abyś niósł go na miejsce kaźni.

Drzewo krzyża jest ciężkie. Zawisły na nim wszystkie owoce ludzkiej
nieprawości, począwszy od grzechu Adama aż do ostatniego grzechu
popełnionego przed końcem świata. Ustami Proroka Izajasza żalisz się, Panie:
Przykrość zadałeś twoimi grzechami, występkami twoimi Mnie zamęczasz. (Iz
43, 25) On się obarczył naszymi grzechami, On dźwigał nasze nieprawości.
(por. Iz 53,4)

Grzech jest tajemnicą. Gdy go popełnimy, tracimy nad nim władzę. On
wymyka się spod naszej kontroli. Nie mamy władzy nad naszymi
nieprawościami, ale one ją mają nad nami. Nie poznamy naszych nieprawości
poprzez analizę grzesznych zamiarów i czynów, ale jedynie dzięki kontemplacji
Twojego Krzyża.

Panie Jezu w Twoich ranach jest zdrowie naszych dusz i serc, naszych
umysłów. Z ufnością wołamy: „Oto drzewo krzyża, przez które stało się nasze
zbawienie”.

„Krew Jego na nas i na dzieci nasze” – woła lud. I choć słowa te
wypowiedziane były w żądzy przelania cudzej krwi, tym nie mniej –
paradoksalnie – zawierają Boską prawdę. Krwią Twoją, Panie Jezu, wykupujesz
nas spod władzy grzechu. Przypominasz nam o tym w codziennej Eucharystii:
„To jest Krew moja za was przelana”.

Kontemplując krzyż na Twoich ramionach, Panie Jezu, pytamy – razem ze
świętym Ignacym Loyolą – pełni zdumienia: jak to się stało, że z miłości do nas
grzeszników stałeś się człowiekiem, a od życia wiecznego przeszedłeś do
śmierci doczesnej i do konania na krzyżu za nasze grzechy?

Stacja III
Jezus po raz pierwszy upada pod krzyżem


Twoje siły, Panie, są wyczerpane biczowaniem, koronowaniem cierniem,
maltretowaniem Twojego ciała. Osłabiony upadasz. Krzyż przygniata Cię do
ziemi. Adorujemy Twój pierwszy upadek i Twój trud dźwigania się z upadku.
Dziękujemy Ci za Twoją człowieczą słabość, na którą godzisz się w Twojej
Boskiej pokorze. Upadając po krzyżem stajesz się podobnym do nas
przygniecionych brzemieniem ludzkiej niedoli i udręk.


Kontemplując Twój pierwszy upadek pod krzyżem przywołujemy nasze
pierwsze niewierności i grzechy; zarówno te, które zdarzały się po długiej
walce, jak i te popełnione w młodości bez zastanowienia: z bezmyślności,
lenistwa i głupoty. Torowały one drogę grzechom w całym naszym dorosłym
życiu: otwierały bramy egoizmu, pychy, gniewu, zmysłowości, zazdrości. Te
nasze pierwsze grzechy, najczęściej popełnione z lekkomyślności przygniotły
Cię do ziemi.


Kontemplując Twoją ludzką słabość modlimy się za wszystkich stojących
przed pokusą pierwszego grzechu. Polecamy Ci ludzi młodych, którzy kuszeni
są do eksperymentowania ze złem. Daj im, Panie, przenikliwe spojrzenie, dzięki
któremu będą w stanie przewidzieć tragiczne konsekwencje każdego grzechu
ciężkiego. Udziel im też odwagi i siły do odpierania pokusy paktowania z
namiętnością.


Polecamy Twojej ojcowskiej dobroci tych, którzy upadłszy po raz pierwszy
stoją na rozdrożu i z niepokojem pytają, jaką drogą pójść: konsekwentnego
zmagania się ze słabością czy też poddania się władzy grzechu i dalszego
pogrążania się w namiętności. Powierzamy Twemu miłosierdziu, Panie, ludzi
zdemoralizowanych, którzy gorszą i deprawują innych, zwłaszcza dzieci i
młodzież.


Niech Twoja przebaczająca miłość odnawia w nas, po każdym naszym
upadku, prawość myśli i czystość naszych pragnień. Napełniaj nas niewinnością
serca, dzięki której będziemy w stanie ciągle od nowa powracać do pierwszej
miłości.


Stacja IV
Jezus spotyka swoją Matkę


Twoja Matka, Jezu, jest zawsze przy Tobie. Ona idzie za Tobą, jak uczeń
za mistrzem. Jest przecież Twoją najlepszą uczennicą. Sam wskazujesz na nią
jako na wzór słuchania słowa: Któż jest moją matką…? I wyciągnąwszy rękę ku swoim uczniom, rzekł: Oto moja matka… Bo kto pełni wolę Ojca mojego, ten Mi
jest… matką. (por. Mt 12,48-50)


A teraz Twoja Matka kroczy po Twoich krwawych śladach. Ból rozdziera
Jej serce, gdy widzi, iż ciało, które wydała na świat, zostało zmasakrowane tak,
że stałeś się niepodobny do ludzi i nie było na co patrzeć (Iz 53, 2).


Wspominając Twoje spotkanie z Matką, powierzamy Ci, Panie, wszystkie
matki; te, które wiernie towarzyszą swoim synom i córkom w chwilach ich
zagubienia, jak również te matki, które swoim lekkomyślnym życiem i brakiem
troski o dzieci nie umieją ich chronić, krzywdzą je i są dla nich zgorszeniem.
Modlimy się, Panie, za matki zranione w ich macierzyńskiej miłości, gdy w
przypływie rozpaczy, lęku o siebie czy nalegania ze strony bliskich, pozbawiły
życia swoje nienarodzone dzieci. Daj im łaskę głębokiej skruchy, by mogły
doświadczyć Twojego nieskończonego miłosierdzia.


Polecamy Twojej Boskiej pieczy matki i ojców dzieci krzywdzonych,
prześladowanych, więzionych, skazanych na śmierć. Przyjmij, Panie, ich ból i
udrękę.


Powierzamy Twojej dobroci matki i ojców cierpiących z powodu upadku
moralnego swoich dzieci. Daj im nadzieję na lepsze życie ich synów i córek.
Daj im też łaskę wiary w nieskończone Twoje miłosierdzie.


Panie Jezu, najlepszy z synów ludzkich, doskonale rozumiejący udrękę
każdej matki, obdarz je odwagą i siłą do stawiania czoła krzywdzie, cierpieniu i
słabości, które dotknęły ich dzieci. Niech spotkanie z Twoją Matką na drodze
krzyżowej będzie dla nich pocieszeniem, umocnieniem i wsparciem.


Stacja V
Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Jezusowi


Wycieńczony kaźnią Męki utraciłeś niemal wszystkie fizyczne siły.
Dotknąłeś granic ludzkich możliwości. Ciało odmawia Ci posłuszeństwa.
Gdy w swej niemocy, wołasz do Ojca, On stawia na Twojej drodze
krzyżowej Szymona z Cyreny. Bo choć żołnierze przymusili go, aby niósł Twój
krzyż, to przecież jego pomoc była darem Twojego Ojca. Ty, Panie Jezu, z
wdzięcznością przyjąłeś okazaną ci pomoc, choć była wymuszona.

Panie Jezu Chryste, daj nam odwagę, byśmy w każdej naszej niemocy
wołali do Ciebie: W moim utrapieniu wzywam Pana i wołam do mojego Boga.
Usłyszał On głos mój, (…) a krzyk mój dotarł do Jego uszu. (2 Sm 22,07)
Wołam do Ciebie z krańców ziemi, gdy słabnie moje serce: na skałę zbyt
dla mnie wysoką wprowadź mnie, bo Ty jesteś dla mnie obroną, wieżą warowną
przeciwko wrogowi. (Ps 61,03-4)


Czas niemocy, to zaproszenie do pokornego wołania do Boga; to
zaproszenie do wyznania wiary, że bez Ciebie, Panie Jezu, nic dobrego uczynić
nie możemy.


Otchłań krzywdy i zła, jakim jest wykorzystanie seksualne dzieci przez
niektórych duchowych rodzi tragiczną bezsilność i niemoc: najpierw bezsilność
i niemoc ofiary – wykorzystanego dziecka, bezsilność jego rodziców. Jest to
także bezsilność wspólnoty kapłańskiej, bezsilność Kościoła wobec sprawcy
tych niegodziwych czynów. Zepsucie, które zwykle towarzyszy temu grzechowi
sprawia, że sprawca kryje je, usprawiedliwia, manipuluje ofiarą, okłamuje ją,
wpędza w chore poczucie winy, zastrasza. Bywa, że bardziej wierzymy w jego
usprawiedliwienia niż w świadectwo pokrzywdzonych. Oto jak zło penetruje
wewnętrzny świat wiary (Benedykt XVI).


My kapłani, poniżeni w oczach chrześcijan i całego świata, grzechami
naszych braci w kapłaństwie i naszym własnym uwikłaniem, z bólem
współczucia dla ofiar wołamy w upokorzeniu i zawstydzeniu: Ty zaś, o Panie,
nie stój z daleka; Pomocy moja, spiesz mi na ratunek! Ocal od miecza moje
życie, z psich pazurów wyrwij moje jedyne dobro, wybaw mnie od lwiej
paszczęki i od rogów bawolich – wysłuchaj mnie! Będę głosił imię Twoje swym
braciom i chwalić Cię będę pośród zgromadzenia. (Ps 22, 20-23)


Stacja VI
Weronika ociera Twarz Jezusowi


Widok Twojej Twarzy, zalanej krwią, wzbudził w Weronice współczucie.
Poruszona miłością ociera Twoją Twarz chustą. Jako znak Twojej wdzięczności
ofiarowałeś jej – odbitą na chuście – ikonę Twojego Oblicza.


To nasze grzechy oszpeciły Twoje najświętsze oblicze. To one uczyniły
Cię niepodobnym do ludzi. Ja zaś jestem robak, a nie człowiek, pośmiewisko
ludzkie i wzgardzony u ludu. Szydzą ze mnie wszyscy, którzy na mnie patrzą,
rozwierają wargi, potrząsają głową. (Ps 22,7-9)


Nasza twardość serca sprawia, że odwracamy nasze oczy od Twojego
Boskiego Oblicza, na którym wypisane są nasze nieprawości. To one uczyniły Twoją Twarz niepodobną do ludzi. Panie Jezu, daj nam łaskę kontemplacji
Twojego Boskiego oblicza, niech stanie się ono źródłem skruchy i pokoju serca,
byśmy nie odwracali się od tych, na których twarzach wypisane są grzechy
przemocy, której stali się ofiarami.


Ale twoja Twarz, choć oszpecona, jest najpiękniejsza spośród Synów
ludzkich; jest bowiem odbiciem Oblicza Twojego Ojca. Jesteś najpiękniejszym z
synów ludzkich, a wdzięk rozlał się na Twoim świętym Obliczu (Ps. 45,3).
„Kto mnie widzi, widzi i Ojca” – mówisz, Jezu, do Filipa. Na Twoim
Boskim Obliczu możemy odczytać odwieczną miłość Ojca do nas. To ona jest
źródłem naszego istnienia. Z niej wyszliśmy i do niej zdążamy. Ona jest
ostatecznym sensem i celem naszego istnienia. To miłość, odkrywana na Twoim
Boskim obliczu, daje nam odwagę, mądrość i moc, by panować nad grzechem,
który nieustannie łasi się do nas i kusi nas.


Gdy wpatrzeni w Twoje Oblicze doświadczymy poczucia własnej godności
i szacunku do siebie, staniemy się zdolni do okazywania szacunku i uznania
godności wszystkich naszych braci i sióstr.


Panie Jezu Chryste, niech kontemplacja Twojego Oblicza pozwala nam
odczytywać Twoją obecność we wszystkich zranionych na duszy i ciele przez
nasz grzech. Na cierpiących obliczach ofiar zła i grzechu, odbita jest Twoja
Męka.


Stacja VII
Jezus upada po raz drugi


Panie Jezu, wyczerpany ponadludzkim cierpieniem upadasz powtórnie pod
ciężarem krzyża. Twoja ludzka słabość jest silniejsza od woli doniesienia
krzyża. Ponaglany przez żołnierzy powstajesz i idziesz na Golgotę. Pragniesz do
końca być posłuszny Ojcu i wypełnić Jego wolę.


Twój powtórny upadek, Panie, przywołuje wszystkie nasze – powtarzające
się uparcie, nieraz całymi latami – grzechy. Nasza wola nawrócenia i
przezwyciężenia niewierności okazuje się często zbyt słaba.


Niech Twoje upadki pod drzewem krzyża pomagają mi uznać głębię moich
nieprawości. Twoja zaś wola dźwigania krzyża niech będzie dla mnie źródłem
mocy, odwagi i siły do nieustannego powstawania z grzechu.
Przepraszamy Cię, Panie, za chwile zwątpienia i zniechęcenia, którym
ulegaliśmy po wielu naszych grzechach, po skandalach z udziałem naszych współbraci. To pycha nie pozwala nam zmierzyć się z rozmiarem naszej
grzeszności i szukać ratunku w Tobie.


Otocz szczególną miłością wszystkich kapłanów, którzy w sakramencie
pojednania pełnią posługę jednania. Niech jednak oni sami, jako pierwsi, staną
się świadkami zmagania się z własnymi grzechami. Niech będą czytelnymi
znakami Twojej przebaczającej miłości, pełnej życzliwości, łagodności,
współczucia, pokoju i dyskrecji. Niech dobre słowa i gesty spowiedników budzą
zaufanie, niech ożywiają nadzieję tych, którzy – wierząc w Ciebie – wyznają
przed nimi swoje słabości.


Stacja VIII
Jezus pociesza płaczące niewiasty


A szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad
Nim (Łk 23, 27). Twoje cierpienie porusza niewiasty do głębi. Ich ból z powodu
cudzego nieszczęścia zamyka im serca i zaślepia oczy na ich własne grzechy i
grzechy ich dzieci. Napominasz je więc: Nie płaczcie nade mną, ale nad sobą i
waszymi dziećmi.


Przepraszamy Cię, Panie Jezu, za uleganie sensacyjnemu zainteresowaniu
cudzymi sprawami, za siedzenie godzinami przed telewizorem albo monitorem
komputera, które odwodzi nas od modlitwy i troski o nasze życie duchowe, od
służby bliźnim.


Daj nam odwagę przyjmowania odpowiedzialności za nasze życie, to które
nam dajesz dzisiaj. Udziel nam mądrości, byśmy umieli odróżnić sprawy ważne
od nieważnych, sensowne od bezsensownych, własne od cudzych, pożyteczne
od zbędnych, czyste od nieczystych, duchowe od zmysłowych, wieczne od
doczesnych, dobre od złych.


Dziękujmy Ci, Panie, za bolesne doświadczenia życiowe, które demaskują
powierzchowność naszego życia. Są one Twoją łaską; wzywają nas bowiem do
pełniejszego odkrywania Twojej nieskończonej miłości. Twoja miłość jest
ostatecznym celem i sensem życia.


Niech spotkania z cierpiącymi stają się dla nas zaproszeniem i okazją do
przekraczania egoizmu, do wychodzenia z zamknięcia w sobie. Niech
wrażliwość na ból bliźnich uwolni nas od wewnętrznej pustki. Strzeż nas także
przed konsumpcyjnym i zmysłowym podejściem do życia, które koncentruje nas
wyłącznie na doczesności i prowadzi na mielizny uzależnień. Chroń nas, Panie,
przed obojętnością i niewrażliwością na dobro duchowe nasze własne i bliźnich.

Data wpisu: 2017-03-03